Piotr Szołucha

Jak nie bać się ludzi?

To, by nie bać się ludzi, tylko pozornie wydaje się proste. Kiedy ktoś Was o to zapyta, zapewne odpowiecie, że nie boicie się ludzi, bo dlaczego mielibyście i będzie to w pewnym sensie prawda. Ja również nie mam żadnego problemu z tym, by nie bać się konkretnych ludzi. W tym sensie, że nie mam w głowie żadnego konkretnego człowieka, czy grupy ludzi, którzy by budzili we mnie strach. Kiedy jednak zdefiniować ludzi jako byt uogólniony, nie konkretnych ludzi, ale po prostu „ludzi”, dużo łatwiej jest wyobrazić sobie taki strach. Zwykle nie polega on zresztą na tym, że ktoś nam potencjalnie może zrobić fizyczną krzywdę. Najwięcej uwagi poświęcamy temu, że ktoś nas oceni. To wydaje się być paradoksalne, jeśli poddać to suchej logice, ale jest głęboko umocowane w naszej społecznej naturze. Kiedyś, akceptacja naszej społeczności oznaczała dla nas przetrwanie i to zapewne nie jest tutaj bez znaczenia.

Teraz jednak, gdy jesteśmy mniej zależni od siebie nawzajem, może nam zależeć na tym by uwolnić się od strachu przed innymi. Mnie osobiście, nauczenie się tego zajęło większość mojego dorosłego życia, a i tak jestem przekonany, że gdyby nie kilka wykorzystanych, naturalnych predyspozycji i zasobów, mogłoby mi się to nie udać nigdy. Wielu z nas nie udaje się to nigdy.

Pozwólcie więc, że trochę opowiem o tym, co mi pozwoliło przestać bać się „ludzi”.

Po pierwsze

Najważniejsza jest zdecydowanie umiejętność wyboru własnej reakcji, w sytuacji związanej z innymi ludźmi. Wiktor Frankl napisał kiedyś, że człowiekowi można odebrać wszystko, oprócz jednej rzeczy – swobody wyboru własnej reakcji w konkretnych okolicznościach. Jednym z najprostszych sposobów, by przestać się bać ludzi, jest danie sobie prawa właśnie do tego. Często wyobrażamy sobie interakcje, jako pewnego rodzaju występ. Musimy odegrać konkretne reakcje w tempie, bo inaczej wyjdziemy na takich lub innych. Dla mnie jednak, bardzo ważne stało się nauczenie tego, by nie reagować automatycznie.

Do dziś nie jestem w stanie tego od siebie wyegzekwować w 100%, zwłaszcza w sytuacjach gdy ktoś wchodzi ze mną w interakcję z zaskoczenia. W takich sytuacjach łatwo jest mi ulec czyjejś inicjatywie. W większości jednak sytuacji, wybieram moje własne reakcje powoli i świadomie i to daje mi wolność, mimo, że obiektywnie, to kwestia różnicy kilku sekund. To pozwala wyzwolić się z oczekiwań i przeżyć daną sytuację na własnych warunkach. Ta przestrzeń, nieraz zajmująca jedynie parę sekund, czasem potrafi dać mi użyteczny bufor wobec oczekiwań, które są kierowane w moją stronę.

Czasami, pozwolenie sobie na wybór reakcji oznacza wręcz powstrzymanie się od niej. Oprócz tego, co opisałem powyżej, dochodzi tu jeszcze jeden poziom istotności takiej strategii. Brak reakcji utrudnia ludziom, którzy wraz z nami uczestniczą w danej sytuacji, interpretację naszego zachowania i powoduje, że pozostają ostrożni. Nam zaś pozwala zachować inicjatywę i możliwość zaskakiwania. To czasem dobre narzędzie, zwłaszcza w styczności z kimś, kto chciałby narzucić nam swój rytm.

Po drugie

Asertywność. Rozumiana jako umiejętność szczerej i otwartej komunikacji, z poszanowaniem dążeń drugiej strony, ale też swoich interesów. Po tym, gdy wybiorę reakcję, muszę być gotowy na interakcję, która będzie polegała na poszanowaniu potrzeb zarówno moich, jak i drugiej strony. Wielu ludzi traktuje asertywność jako cechę charakteru i nie wierzy w to, że można się jej nauczyć. Tymczasem, to umiejętność. Nie ma osób, dla których jest niedostępna, choć zapewne dla niektórych jest prostsza do opanowania, niż dla innych. Jak każda umiejętność, nie jest też dana raz na zawsze i wymaga ciągłego treningu.

W rzeczywistości społecznej, gdzie wszystko jest traktowane jak opinia, którą się wymieniamy i bardzo mało jest argumentów, które są w stanie kogokolwiek przekonać, to moim zdaniem bardzo ważna umiejętność. Warto pamiętać, że żaden punkt widzenia nie jest lepszy niż inny, dopóki nie wesprze się go lepszymi argumentami. Asertywność pozwala nam bronić naszych opinii i budować przestrzeń do używania argumentów.

Po trzecie

Łatwo jest odpuścić sobie obronę własnego zdania. Jordan Peterson, w swojej książce pt. „12 życiowych zasad. Antidotum na chaos”, przypomina, by traktować siebie jak kogoś, komu chcielibyśmy pomóc. Gdy więc odnosimy się do opinii innych ludzi na swój temat, warto zastanowić się nad tym, czy dajemy sobie tyle troski, ile dalibyśmy komuś bliskiemu, kogo punktu widzenia bronilibyśmy w podobnej dyskusji. Czy czujemy, że każemy podchodzić do siebie poważnie i uczciwie? Dużo łatwiej jest nie poddać się punktowi widzenia innych, jeśli pamiętamy, że jesteśmy sobie to winni.

Po czwarte

Rozumieć, że to co nam jest przedstawiane przez innych jako obiektywna prawda, często jest jedynie powtarzanym schematem, którego od dawna nikt nie sprawdza. Wszyscy do pewnego stopnia używamy takich działających schematów, wypracowanych na różne sposoby. Alternatywą jest ciągła refleksja na temat wszystkiego i ograniczone zaufanie do każdego rozwiązania. Powtarzamy zachowania i poglądy, które są uzasadnione tym, że inni je również wykonują, bez dogłębnej analizy tego, na ile odpowiadają one konkretnym okolicznościom, w jakich się znaleźliśmy. Tymczasem, społeczne zachowania cechuje często pewna bezwładność.

Weźmy jako przykład tradycje. Mają one swój udział w ograniczaniu chaosu, który nas otacza, nigdy jednak nie są uniwersalne. Prędzej czy później przestają przystawać do rzeczywistości. Problem polega na tym, że nawet wtedy, wiele osób będzie tych tradycji bronić, utrudniając konieczną już na tym etapie zmianę. Jeśli kiedykolwiek mierzyliście się z tym oporem, warto byście to zapamiętali. Świadomość tego, jak żywotne potrafią być oczekiwania ze strony otoczenia, mimo że nie posiadają już żadnego uzasadnienia, potrafi wiele nauczyć.

Po piąte i ostatnie

Nie być defensywnym. Nie zawsze będziemy mieli rację. Nie ma sensu budować swoich kompetencji w relacjach z innymi po to, by być nieprzekonywalnym. Chcemy umieć zachować równowagę, pomiędzy naszą niezależnością, a (nieraz owszem przytłaczającym), wpływem naszego społecznego otoczenia. Chcemy też jednak, umieć dać na siebie wpłynąć, gdy jest to potrzebne.

Nie zakładam, że to jedyne sposoby na autonomię wobec naszego społecznego otoczenia. Nie zakładam nawet, że te są najlepsze. Jestem jednak przekonany, że sama umiejętność utrzymania granic, gdy tego chcemy, jest bardzo ważnym zasobem, nad którego świadomym budowaniem każdy powinien się zastanowić. Być może wasze strategie będą inne, ale jakieś na pewno warto mieć.

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, dołącz do newslettera, by nie przegapić kolejnych.

Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial