Dalej walczymy o to co słuszne

by | Sie 20, 2020 | Deliberacje | 0 comments

Zdawałoby się, że żyjemy w czasach pokoju. Nie walczymy o wolność, nie giniemy w obozach koncentracyjnych, nie rozpoczynamy powstań. Zdaje nam się, że los zwolnił nas z podejmowania trudnych wyborów. My po prostu dbamy o nasze codzienne sprawy i czasem tylko przypominamy sobie o tym, jak inni ludzie w innych okolicznościach walczyli o coś wielkiego. Wyobrażamy sobie to obrazkami pełnymi bohaterów, stających naprzeciw przeważających sił wroga i wygrywających na przekór okolicznościom.

Gdy jednak zaczynamy zgłębiać te historie, okazuje się, że sporo w nich trywialności. Młody chłopak idący na wojnę, który nie mówi: „idę walczyć za wolność”, ale: „mamo, wszyscy poszli więc ja też”. Matka, która odpowiada: „w takim razie weź chociaż trochę chleba na drogę”. Jego potencjalne bohaterstwo nie jest świadome, lecz wynika z tego, że robi to, co trzeba. Czy ja również zrobiłbym to, co trzeba? Nie znam przecież niczego innego niż spokój.

Brałem kiedyś udział w rekrutacji, która dotyczyła pozycji wymagającej zarządzania innymi ludźmi w organizacji. Usłyszałem wtedy takie pytanie: “ co by Pan zrobił, gdyby musiał Pan przekonać pracownika, by kontynuował wykonywanie swoich obowiązków, mimo że nie ma podpisanej umowy?” Nie pamiętam już wszystkich informacji pomocniczych, jakimi się wtedy wymieniliśmy, ale wiem, że upewniłem się, iż sytuacja nie dotyczy jakichś trudności procesowych czy jakiejkolwiek sytuacji wyjątkowej. Mój rozmówca dość wprost sprawdzał mnie pod kątem tego, czy jestem skłonny dążyć do egzekwowania wobec pracownika jego obowiązków wobec firmy, bez zapewnienia mu jego praw. Akurat w tej sytuacji wzbudziło to we mnie na tyle dużo niechęci, że dość bezpośrednio dałem do zrozumienia rozmówcy, iż nie zrobiłbym nic by przekonać do tego pracownika, bo nie uważam, że ów powinien się dać przekonać. Oczywiście pracy nie dostałem. Tego rodzaju wspomnienie każą mi jednak zadać sobie pytanie, ile razy nie zauważyłem właściwego wyboru lub poszedłem na łatwiznę?

Przychodzi mi do głowy kilka sytuacji, gdy co najmniej zgodziłem się na kompromis. Czułem, że coś jest nie tak, ale z różnych powodów nie zawalczyłem o to. To nie wydaje się być niczym strasznym. Drobnostki. Gdy jednak o tym pomyśleć, to jaką mam pewność, że ta drobnostka nie była z jakiegoś innego punktu widzenia czymś więcej? Być może niewielkie konsekwencje dla mnie, zaowocują dużo większym echem gdzieś dalej w sieci relacji, której częścią wszyscy jesteśmy? Być może to brzmi tak, jakbym zbyt dużo naczytał się o efekcie motyla. Czy jednak wiem ilu kolejnych ludzi usprawiedliwi swoje zaniechanie moim? Albo o ile łatwiej będzie mi wybrać podobnie następnym razem, być może w dużo bardziej dramatycznych okolicznościach? Sumienie wymaga używania, by działać. Jak wszystkie mechanizmy.

Obecnie moja praca to mimo wszystko zarządzanie. Zespołami, projektami, pracą ludzi. Patrzenie z perspektywy ludzi, za których jestem odpowiedzialny, pokazuje mi jak duże znaczenie ma uważność na takie sytuacje. Czasem wystarczy jeden fałszywy ruch – drobne kłamstwo, próba pójścia na skróty – by zepsuć cały zespół czy jakikolwiek inny twór organizacyjny. Jak niepotrzebne ziarno pieprzu. Gdy patrzę na ten problem przez pryzmat mojej pracy, dochodzę wręcz do wniosku, że podejmowanie właściwych wyborów to jedyna sensowna opcja. Nie panując nad wszystkimi kanałami przepływu informacji, mogę jedynie liczyć na świadomość innych, że podjąłem właściwy wybór. Mam tę możliwość, właśnie dlatego, że wszyscy mamy jakiś wewnętrzny kompas. To jedyna sensowna strategia.

Codzienność takich wyborów postrzegam jako tworzenie rzeczywistości, w której nie jest możliwa akceptacja czegoś innego niż właściwy wybór. Każdy drobny wybór utrudnia upchnięcie w naszej rzeczywistości czegoś pośledniej jakości.